niedziela, 18 sierpnia 2013
sobota, 17 sierpnia 2013
Poszukiwania "toalety" i Xinzhuang
To miał być dzień na pakowanie, ale doszłam do wniosku, że lepiej zgromadzić już absolutnie wszystkie rzeczy, które chce kupić, a potem ogarniać bagaże. Zwłaszcza, że pogoda przed południem
(nie ośmielę się powiedzieć rankiem) była o wiele bardziej przyzwoita, niż się zapowiadało.
Wybrałam się więc do Hali Pamięci Czang Kaj Szeka, pozbierałam sprawdzone pamiątki :D, a następnie pojechałam na Ximen, gdzie poza kolejnymi zakupami, miałam też za zadanie znaleźć słynną restaurację "Modern Toilet" 便所主題餐廳, której motywem przewodnim jest toaleta i jak to Hannah powiedziała, jedzenie jest "gówniane" (przepraszam, za niezbyt ładne słowo, ale inaczej się żart nie uda). Widziałam tę restaurację wiele razy podczas ostatniego pobytu, ale tym razem w ogóle nie mogłam jej znaleźć. Jednak według strony internetowej nadal powinna się znajdować się na Ximendingu. Już się chciałam poddać (miałam karteczkę z adresem, a mimo to, nie mogłam znaleźć), ale postanowiłam jeszcze zapytać sprzedawczynię w jednym ze sklepów. Okazało się, że sama nie umiałam odczytać swojego pisma i zamiast 50 przeczytałam 80. Spróbowałam zatem ostatni raz i się udało. Sprawdziłam, co miałam i mogłam opuścić Ximending.
Wieczorem byłam umówiona z Panią Profesor z sinologii w okolicy stacji metra Xinzhuang 新莊 i w obawie, że się spóźnię, zrezygnowałam z powrotu do domu i ze swoimi zakupami pojechałam na miejsce spotkania. Pani Profesor oprowadziła mnie po okolicy, pokazując ogromny obiekt sportowy, gdzie setki ludzi biegało, grało w koszykówkę, pływało, grało w badmintona i uprawiało jeszcze inne sporty. Obiekt naprawdę robił wrażenie. Następnie zjadłyśmy kolację w restauracji, gdzie dania są smażone na wielkiej płycie przed klientem, po czym poszłam zobaczyć, jak Pani Profesor mieszka. Podobnie jak ja, ma kawalerkę, z tymże świeżo wyremontowaną.
Na sam koniec dnia zostałam zabrana na targ nocny - mały, ale bardzo przyjemny. Zajrzałyśmy też do jednej z okolicznych świątyń - okazuje się, że Xinzhuang słynie z licznych świątyń, oraz że był to prosperujący port za czasów dynastii Qing. Dowiedziałam się też z ulotki, że jest tu jakiś znany sklep z bębnami, do którego przyjeżdżają ludzie z całego świata.
Z pakowania wiele nie wyszło, ale dzień należał do bardzo przyjemnych.
(nie ośmielę się powiedzieć rankiem) była o wiele bardziej przyzwoita, niż się zapowiadało.
Wybrałam się więc do Hali Pamięci Czang Kaj Szeka, pozbierałam sprawdzone pamiątki :D, a następnie pojechałam na Ximen, gdzie poza kolejnymi zakupami, miałam też za zadanie znaleźć słynną restaurację "Modern Toilet" 便所主題餐廳, której motywem przewodnim jest toaleta i jak to Hannah powiedziała, jedzenie jest "gówniane" (przepraszam, za niezbyt ładne słowo, ale inaczej się żart nie uda). Widziałam tę restaurację wiele razy podczas ostatniego pobytu, ale tym razem w ogóle nie mogłam jej znaleźć. Jednak według strony internetowej nadal powinna się znajdować się na Ximendingu. Już się chciałam poddać (miałam karteczkę z adresem, a mimo to, nie mogłam znaleźć), ale postanowiłam jeszcze zapytać sprzedawczynię w jednym ze sklepów. Okazało się, że sama nie umiałam odczytać swojego pisma i zamiast 50 przeczytałam 80. Spróbowałam zatem ostatni raz i się udało. Sprawdziłam, co miałam i mogłam opuścić Ximending.
| W deszczowych uliczkach Ximendingu |
| Japońskie demony na tajwańskiej ścianie |
| Toaleta! |
| W toaletowej restauracji |
| Paskudna żywa reklama na Ximendingu |
| Wejście do obiektu sportowego w Xinzhuangu |
| Stadion w Xinzhuangu |
| Dalej obiekt sportowy w Xinzhuangu, proszę zwrócić uwagę na dach budynku po lewej |
| Widok z dachu wyżej wspomnianego budynku |
| Papuga na targu nocnym |
| W jednej ze świątyń |
Z pakowania wiele nie wyszło, ale dzień należał do bardzo przyjemnych.
piątek, 16 sierpnia 2013
Koncert i cała seria spotkań towarzyskich
Dość intensywny to był piątek i obfitujący w spotkania towarzyskie.
Do szkoły poszłam wcześniej, niż zwykle, żeby poćwiczyć jeszcze przed popołudniowym koncertem. Nie będę zwalać winy na erhu, ale granie wspólnie z akompaniamentem innego instrumentu nie szło mi zbyt dobrze. Pozostało mieć nadzieję, że na koncercie będzie lepiej. Nie było, ale ponoć nikt nie usłyszał żadnych dziwnych dźwięków. To dobrze, ale ja wiem, że źle zagrałam i to mnie denerwuje. Tym razem nie było wiele utworów, w sumie 5, każdy wykonawca (z drobnym wyjątkiem) grał po jednym, więc zagranie tego jednego jedynego źle nie jest klawe. No ale mam to już za sobą. A na widowni było całkiem sporo znajomych! Przyszła Jiarong, Kasia Kat, Hannah, Thom, Jan.
Więcej zdjęć tutaj
Po koncercie wybrałam się na pierwszy obiad z moją grupą i nauczycielką. Poszliśmy do restauracji z tradycyjnym tajwańskim jedzeniem - ponoć już niewiele takich zostało.
Z obiadu pobiegłam na herbatę z paroma znajomymi z lekcji guzhengu i erhu. Mimo trzech semestrów nauki ani razu jeszcze nam się nie udało wspólnie gdzieś wybrać, dlatego tym bardziej się cieszę, że w końcu taka idea doszła do skutku. Niestety nasza nauczycielka nie miała czasu pójść z nami.
Na szczęście wieczorem, w drodze na kolejne spotkanie - pożegnalną kolację Hannah i moją, szybko spotkałam się z nauczycielką guzhengu na przekazanie zapasowych strun i pazurków na lewą rękę. Dostałam w prezencie pożegnalnym DVD z jej występem! Hurra.
Jak już wspomniałam, na koniec dnia zaplanowana była kolacja w bardzo ładnie prezentującej się restauracji z jedzeniem szanghajskim i hongkońskim, czyli pierożki i przeróżne dania na małych talerzykach. Przyszło całkiem sporo osób, a jeszcze więcej dołączyło do nas na schodach Teatru Narodowego, gdzie spędziliśmy resztę wieczoru, grając w mafię, jedząc żelki Haribo (przysłane przez Jana Philippa), tańcując i dzieląc się przeróżnymi historiami. Queena przygotowała dla Hannah i dla mnie świetną niespodziankę, dając uprzednio ludziom obecnym na kolacji kartki na napisanie czegoś dla nas, a my później miałyśmy zgadywać, kto to napisał i poprosić tę osobę o podpis.
Do szkoły poszłam wcześniej, niż zwykle, żeby poćwiczyć jeszcze przed popołudniowym koncertem. Nie będę zwalać winy na erhu, ale granie wspólnie z akompaniamentem innego instrumentu nie szło mi zbyt dobrze. Pozostało mieć nadzieję, że na koncercie będzie lepiej. Nie było, ale ponoć nikt nie usłyszał żadnych dziwnych dźwięków. To dobrze, ale ja wiem, że źle zagrałam i to mnie denerwuje. Tym razem nie było wiele utworów, w sumie 5, każdy wykonawca (z drobnym wyjątkiem) grał po jednym, więc zagranie tego jednego jedynego źle nie jest klawe. No ale mam to już za sobą. A na widowni było całkiem sporo znajomych! Przyszła Jiarong, Kasia Kat, Hannah, Thom, Jan.
| Prowadzący koncert |
| Pierwszy występ - po zaledwie jednym semestrze nauki |
| Pan na pierwszym planie ma na sobie tradycyjny strój wietnamski |
| Solo na pipie |
| Jeden z dwóch występów guzhengowych - dziewczyny po 1 semestrze nauki |
| Ekhm... |
| Babska część wykonawców |
| Ziuu |
| Męska część wykonawców |
| Możliwe, że właśnie się mylę |
| Wszyscy wykonawcy, a w środku nasza nauczycielka |
Po koncercie wybrałam się na pierwszy obiad z moją grupą i nauczycielką. Poszliśmy do restauracji z tradycyjnym tajwańskim jedzeniem - ponoć już niewiele takich zostało.
| Moja grupa (nie w komplecie) |
Na szczęście wieczorem, w drodze na kolejne spotkanie - pożegnalną kolację Hannah i moją, szybko spotkałam się z nauczycielką guzhengu na przekazanie zapasowych strun i pazurków na lewą rękę. Dostałam w prezencie pożegnalnym DVD z jej występem! Hurra.
Jak już wspomniałam, na koniec dnia zaplanowana była kolacja w bardzo ładnie prezentującej się restauracji z jedzeniem szanghajskim i hongkońskim, czyli pierożki i przeróżne dania na małych talerzykach. Przyszło całkiem sporo osób, a jeszcze więcej dołączyło do nas na schodach Teatru Narodowego, gdzie spędziliśmy resztę wieczoru, grając w mafię, jedząc żelki Haribo (przysłane przez Jana Philippa), tańcując i dzieląc się przeróżnymi historiami. Queena przygotowała dla Hannah i dla mnie świetną niespodziankę, dając uprzednio ludziom obecnym na kolacji kartki na napisanie czegoś dla nas, a my później miałyśmy zgadywać, kto to napisał i poprosić tę osobę o podpis.
| To tylko część osób, które przyszły na naszą kolację pożegnalną |
czwartek, 15 sierpnia 2013
Guzheng dla przyszłych pokoleń i pieczątki
Pożegnałam się dziś z moim pięknym guzhengiem... Postanowiłam go oddać dla przyszłych pokoleń adeptów sztuki guzhengowej. Ale spokojnie! Chodzi o mój papierowy guzheng :D Okazało się, że ponoć niektórzy sprzedają rzeczy w tym stylu do nauki chwytów! No proszę. Ale moja nauczycielka i tak stwierdziła, że jestem kreatywna.
Jeszcze przed zajęciami z guzhengu miałam okazję pobawić się w pracownika naszej uczelni, albowiem pani odpowiedzialna za stemplowanie kart po zajęciach w dużych grupach gdzieś straciła swojego partnera, który zawsze robił to wspólnie z nią, a jako że ja się napatoczyłam, to zapytała, czy jej nie pomogę. Bardzo się podekscytowałam na myśl o podbijaniu kart, więc oczywiście się zgodziłam. Dostałam pieczątkę z nazwą zajęć i ilością godzin i dzielnie podbijałam. Nie wymagało to zbyt wielkiej koncentracji, więc przy okazji sobie poplotkowałyśmy z panią.
Zrobiłam też wielkie zakupy w papierniczym. Planuję już tam nie wracać - oby się udało :D. Wieczorem natomiast karaoke - w nielicznym składzie, co mocno wpłynęło na komfort "śpiewania". Negatywnie wpłynęło.
Jeszcze przed zajęciami z guzhengu miałam okazję pobawić się w pracownika naszej uczelni, albowiem pani odpowiedzialna za stemplowanie kart po zajęciach w dużych grupach gdzieś straciła swojego partnera, który zawsze robił to wspólnie z nią, a jako że ja się napatoczyłam, to zapytała, czy jej nie pomogę. Bardzo się podekscytowałam na myśl o podbijaniu kart, więc oczywiście się zgodziłam. Dostałam pieczątkę z nazwą zajęć i ilością godzin i dzielnie podbijałam. Nie wymagało to zbyt wielkiej koncentracji, więc przy okazji sobie poplotkowałyśmy z panią.
Zrobiłam też wielkie zakupy w papierniczym. Planuję już tam nie wracać - oby się udało :D. Wieczorem natomiast karaoke - w nielicznym składzie, co mocno wpłynęło na komfort "śpiewania". Negatywnie wpłynęło.
środa, 14 sierpnia 2013
Umcu umcu
Ostatnia szansa na załapanie się na środowe Ladies Night w klubach Tajpej nie może pozostać niewykorzystana! Proszę jednak, by nie wyciągać pochopnych wniosków z tego zdania, jakobym chodziła tu do klubów co tydzień lub częściej.
W każdym razie wybrałyśmy się z Hannah i Kasią Kat na tańce w okolice takiego wysokiego budynku na wschodzie miasta, hmm, ma 101 w nazwie, to zapamiętałam. Miało iść więcej osób, ale cóż, w końcu środek tygodnia. Jednak babskie towarzystwo miało ten plus, że mogłyśmy zmieniać klub bez dodatkowych opłat za wejście, kiedy nam się tylko podobało. Zmieniłyśmy raz, gdyż w Mist muzyka była nie do wytrzymania, a i zbyt tłoczno. Wylądowałyśmy w Room 18, który, choć dużo mniejszy, to i mający muzykę nadającą się do tańców i mniej ludzi (co najważniejsze, ci ludzie byli również zainteresowani tańczeniem, a nie po prostu staniem na parkiecie i patrzeniem na DJa, jak w Mist). Pohulałyśmy, a później grzecznie wróciłyśmy do domu, każąc taksówkarzowi zatrzymywać się na trzech stacjach pomarańczowej linii metra pod rząd (tak się składa, że mieszkamy stacja w stację - ja jestem po środku).
W każdym razie wybrałyśmy się z Hannah i Kasią Kat na tańce w okolice takiego wysokiego budynku na wschodzie miasta, hmm, ma 101 w nazwie, to zapamiętałam. Miało iść więcej osób, ale cóż, w końcu środek tygodnia. Jednak babskie towarzystwo miało ten plus, że mogłyśmy zmieniać klub bez dodatkowych opłat za wejście, kiedy nam się tylko podobało. Zmieniłyśmy raz, gdyż w Mist muzyka była nie do wytrzymania, a i zbyt tłoczno. Wylądowałyśmy w Room 18, który, choć dużo mniejszy, to i mający muzykę nadającą się do tańców i mniej ludzi (co najważniejsze, ci ludzie byli również zainteresowani tańczeniem, a nie po prostu staniem na parkiecie i patrzeniem na DJa, jak w Mist). Pohulałyśmy, a później grzecznie wróciłyśmy do domu, każąc taksówkarzowi zatrzymywać się na trzech stacjach pomarańczowej linii metra pod rząd (tak się składa, że mieszkamy stacja w stację - ja jestem po środku).
wtorek, 13 sierpnia 2013
Nowa parasolka
Mam wrażenie, że zepsuta klimatyzacja w pokoju dołączyła do szeregu czynników powodujących odwlekanie pewnych zadań. Ale przecież wiecznie nie mogę odwlekać. Jakoś mi tak siako idzie.
Ale za to kupiłam sobie dziś parasolkę! Teraz mogę wyrzucić swoją przywiezioną tutaj aż z Rossmanna. Takie szaleństwo!
Ale za to kupiłam sobie dziś parasolkę! Teraz mogę wyrzucić swoją przywiezioną tutaj aż z Rossmanna. Takie szaleństwo!
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Guzheng ma miejsce i sezonu na kolacje ciąg dalszy
Dzisiaj po raz kolejny przekonałam się, jak bardzo różni się tekst pisany od mówionego i że rozumienie to jedno, a ładne powiedzenie to drugie. No ale człowiek się cały czas uczy.
Po powrocie do domu od razu razem z guzhengiem przeszłam do pokoju obok. Będzie sobie tu leżał rozstawiony, mam nadzieję, że nikt nie będzie miał nic przeciwko. Asystent właściciela mieszkania powiedział mi dziś, że da mi znać, jakby mieli przyjść jacyś chętni na oglądanie mieszkania, żebym miała czas ewakuować rzeczy. Przyniósł mi też klucze do mniejszego pokoju obok mnie, że mogę tam sobie siedzieć, ale stwierdził, że wybór należy do mnie - mogę też być w tym większym pokoju. Rzuciłam, że pewnie lepiej będzie, jak zajmę mniejszy, ale gdy asystent zobaczył guzheng, to powiedział, że nie ma sprawy, mogę siedzieć w dużym, tu guzheng może być ładnie rozłożony (sam też grał kiedyś na guzhengu).
A wieczorem po raz kolejny spotkałam się z panią profesor z sinologii, tym razem w towarzystwie rodziny Jyun-Yi, co może oznaczać tylko jedno - kolacja na bogato. Razem z panią profesor usłyszałyśmy chyba z 15 razy, że za mało jemy. A ja już czuję, że powoli przestaję się mieścić w ubrania.
Na dobranoc (moje) jeszcze zdjęcie z półki sklepowej:
Po powrocie do domu od razu razem z guzhengiem przeszłam do pokoju obok. Będzie sobie tu leżał rozstawiony, mam nadzieję, że nikt nie będzie miał nic przeciwko. Asystent właściciela mieszkania powiedział mi dziś, że da mi znać, jakby mieli przyjść jacyś chętni na oglądanie mieszkania, żebym miała czas ewakuować rzeczy. Przyniósł mi też klucze do mniejszego pokoju obok mnie, że mogę tam sobie siedzieć, ale stwierdził, że wybór należy do mnie - mogę też być w tym większym pokoju. Rzuciłam, że pewnie lepiej będzie, jak zajmę mniejszy, ale gdy asystent zobaczył guzheng, to powiedział, że nie ma sprawy, mogę siedzieć w dużym, tu guzheng może być ładnie rozłożony (sam też grał kiedyś na guzhengu).
| No i teraz Szatan (to jego imię) się zachowuje jak przyzwoity guzheng |
A wieczorem po raz kolejny spotkałam się z panią profesor z sinologii, tym razem w towarzystwie rodziny Jyun-Yi, co może oznaczać tylko jedno - kolacja na bogato. Razem z panią profesor usłyszałyśmy chyba z 15 razy, że za mało jemy. A ja już czuję, że powoli przestaję się mieścić w ubrania.
Na dobranoc (moje) jeszcze zdjęcie z półki sklepowej:
| Komu piwko? |
Subskrybuj:
Posty (Atom)