Zachmurzone niebo nad Qingdao sprawiło, że najciekawszą część dzisiejszego dnia stanowiło jedzenie. I tak o poranku wybrałam się na owsiankę ryżową za powalającą kwotę 5 mao (ok. 20 groszy). Jej smak za to nie był zbyt powalający, trochę nijaki, ale zjadłam. Szybko jednak zgłodniałam i dokonałam najbardziej szalonego (no może poza zupą z kurczaka, gdzie pływał sobie cały kurczak :P) zakupu spożywczego w postaci hamburgera w papierowej torebce. Z składników wyczytałam mąka, cukier, sól, kurczak i coś tam jeszcze. Coś tam jeszcze było delikatnie mówiąc niesmaczne, i doprawdy nie spodziewałam się, że w Chinach hamburgerem można nazwać słodką bułkę z kawałkami mięsa i papki w środku. Od razu poinformowałam kilka osób, by nie popełniły tego błędu, co ja. Po południu poszłyśmy na sajgonki, ze zdjęcia (a jest ich w menu niewiele), wynikało, że będą to średniej wielkości naleśniczki z warzywami lub mięsem. Zdziwiłyśmy się dosyć, gdy kelnerka przyniosła pleciony koszyczek z małymi jakby ciasteczkami. Jakoże miały ciemny kolor, to byłyśmy przekonane, że w środku jest mięso. A tu niespodzianka. W środku była słodka czerwona fasolka, którą znam z japońskich przysmaków (i za którą większość moich znajomych nie przepada :P, ja na szczęście ją uwielbiam). Także mój obiad składał się dziś z koszyka ciastek. Też ładnie!
No to na kolację wzięłyśmy już sprawdzone szaszłyki z baraniny. Celowo bądź nie, ale dostałyśmy o jednego za dużo. Czyżbyśmy już zyskały tytuł stałych klientek?
Jeśli chodzi o zdjęcia, to jest wśród nich koreański obiad na krześle (zjadłyśmy w czwórkę), kraby na patyku i tzw. "chińskie KFC", nasz przysmak uniwersytecki. Jedno ze zdjęć przedstawia jedną stronę menu z restauracji. Potraw jest mnóstwo, a obrazki tylko dwa na stronę, i jeszcze nie podpisane. A do tego przy zamawianiu kelner cały czas stoi nad gośćmi i czeka. My oczywiście potrzebujemy mnóstwo czasu na wybranie i trochę nas krępuje gdy ktoś nad nami stoi, ale udało nam się wyczerpać cierpliwość kelnerki i powiedziała, że wróci za chwilę. Wtedy szybko wyciągnęłam aparat i zrobiłyśmy zdjęcia całego menu. Jak już się zaznajomimy z potrawami, to się zdziwią, z jaką szybkością będziemy zamawiać! Tymczasem, może ktoś pomoże w tłumaczeniu? (I zrobi za mnie zadanie domowe z chińskiego :P)